W drodze na targowisko po pomidory i paprykę potykam się o piosenkę. Wychodzą dwa słońca a ja zaczynam się uśmiechać. Nikt nie odwzajemnia mojego uśmiechu, może dlatego że nie ma jeszcze dziewiątej, może dlatego, że słońca świecą tylko dla mnie?
Być może to przypadek, że dziś jest 11 września.
Wracam do domu. Odkładam zakupy, robię sobie kawę. Chwilę snuję się po mieszkaniu, podchodzę do okna. Za nim mgła.
Słońca zniknęły albo w ogóle ich nie było.
Podejmuję decyzję.