Monthly Archives: Wrzesień 2004

I wczesna jesień …

Tik – tak… Zaczęła się jesień. Przed pracą zbieram przecudownej krwistoczerwonej  barwy klonowe liście. Znowu zmiana, tym razem już na długo. Wszystko co się dzieje, dzieje się nadal gdzieś obok mnie, kontury jednak stają się coraz wyraźniejsze. Te dwa tygodnie były tym czego było mi trzeba. Dwa tygodnie snucia niewidocznej nici trzymającej mnie w całości. […]

Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć …

Powoli wydostaję się ze specyficznego otumanienia. Przerywam swobodny lot wewnątrz mnie samej, bezwolny, z prądem nieznanego i silnego. Zaczynam obrysowywać swoje kontury. Stawiam strzałki i kropki, przecinki i myślniki. Szyk zdań. Litery i słowa. Zamierzenia i obietnice. Wiara. Silna. silniejsza od wszystkiego. Nienamacalna ale jest. Jest jest jest. Mimo obniżenia. Mimo strachu. W lustrze moje […]

Nóż …

Nóż pod paznokciem. Pranie mózgu. Tik – tak… Tik – tak… 

Pamiętam …

Nie pamiętam nawet kiedy usnęłam. Kiedy wpadłam w dziurę bez dna. Bez snów, tym razem ja. Nagłe przebudzenie i dezorientacja. To dziś… Dziś zaczynam oswajać największy strach mojego życia. Dziś stanę z nim twarzą w twarz. Zabieram ze sobą moje serce. Zabieram ukochaną sztruksową czarną torbę, telefon i ładowarkę. Zabieram mój świat i Waszą dobrą […]

‘… coś Ci powiem… wierzę tylko Tobie…’

Nie macie pojęcia jak Ona pięknie śpiewa…

Promise me

Zsunięte do połowy dłoni rękawy puchatego beżowego golfu i parzący palce kubek z herbatą z miodem. Zapalam papierosa. Powoli mija pierwszy tydzień…   _Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu… Umiera się nie dlatego by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy swiat […]

Co dwie świnki to nie jedna

Z tego wszystkiego się pochorowałam. Siedzę u belumbowej zamiast z dziećmi, pijemy kawkę i gadamy skulone na fotelikach. W tle Winamp. Przed chwilą zwierzyłam się b. że mój pies jest gejem. Biernym. Na co ona wyznała mi że hodowała kiedyś dwie świnki morskie, lesbijki. A Miłośnik jest prawiczkiem. Hm. No trudno, no.

Kotlety czy chińszczyzna?

Z waldorfskiego na Stawową. Ze Stawowej ponad godzina miejskim czerwonym. Dworzec autobusowy i dziesięć minut miejskim niebieskim. Park i trzy urocze uliczki. Zakręt. Maleńkie bloki. Trzeci z kolei. Otwarte okno z roześmianym Miłośnikiem. Everytime przez firankę. Dobrze mi bardzo bardzo. Dobrze mi pomimo. Dobrze mi bez względu. Dobrze mi, wiecie?  

Jak gdyby nic nie było …

W przedpokoju stoi spakowana torba. Ta bordowa, z Dębek. Najbliższe dni i tygodnie pokażą na ile można zmienić swoje gwiazdy… Wracam tam skąd uciekłam. Wracam tam gdzie było mi źle. Wracam tam, gdzie dni mają swój realny ciężar.     Boję się. Ale to nic… To nic.

_to fly …

Polecieć… choć troszeczkę. Choć odrobinę. Choć kawałeczek… Rozłożyć ręce i uśmiechnąć się. Zmrużyć oczy. Przyjąć w płuca powietrze i czuć jak rozpływa się w całym wnętrzu. Pociągnąć za sznureczek i usłyszeć cichuteńką pozytywkę. Pozwolić obmyć się wiatrowi. Nie znikam. Spływam z chmur.