Monthly Archives: Luty 2005
Efekt motyla
Była sobie wielka woda, co się nazywa morze. Na dnie tej wody była wielka skała. A przy tej skale wielki głaz. A przy tym głazie wielki kamień. A przy tym kamieniu mały kamyk. A w tym kamyczku dziurka. A ta dziurka to był pokoik raczka. Ten raczek spał. I raz ugryzła go w małą nóżkę […]
A dzisiaj …
Nas nie dogoniat (jakkolwiek to się pisze) A jakieś dwadzieścia minut temu dzwoniło Słoneczko z zaproszeniem od Rodziców na Wielkanoc. Bardzo bardzo dziękuję, bardzo bardzo chcę pojechać, jestem bardzo bardzo szczęśliwa. – i niech ktoś mi k… powie, że to nie jest możliwe… Uśmiech niesamowity.
The winner takes it all
Nie mam ochoty na hermetycznie, tylko kilka faktów zatem. Minionego weekendu spędziliśmy trochę dziwne lecz cudowne trzy dni razem. Zjedliśmy obiad z moimi rodzicami, wypiliśmy pierwszą poranną kawę razem przed moją pracą, upiliśmy się w Onyxie, uszczknęliśmy szczyptę _konikowej soboty z Asencją i Pat, pokłóciliśmy się po pijanemu. Zrobiłam karminadle z indyczego mięsa i mizerię […]
Enter
Domowa patologiczna imprezka z banią o piętnastej versus konik w Kato. Wszystko jest bardzo bardzo. Onlajn pięciominutowy, tylko po to, żeby ogłosić pełnię szczęścia. Na dziś. Na jutro. Na zawsze. Stop crying your heart out.
Re: wizyta
O szesnastej pod wieżą telewizyjną w Siemianowicach czekało na mnie moje Słoneczko. To tyle z onlajnu na ten weekend. Papa.