Monthly Archives: Luty 2006

Muszę …

Muszę napisać zamierzenia programowe na marzec. Muszę napisać zamierzenia programowe na marzec. Muszę napisać zamierzenia programowe na marzec…

Przebudzenie

Aż samej chce mi się z siebie śmiać. Jak wszystko potrafi się zmienić. Jeszcze dwie godziny temu leżałam w rozgrzebanym łóżku zastanawiając się czy mam ochotę się rozbeczeć czy nie. Ot, taka niewyspana sobota po prostu. A potem odbieram telefon od rodziców i przez ponad dziesięć minut słyszę ich radosne głosy kiedy opowiadają mi że […]

The most obscene blognote of the year

Na kolację w planach kawał świńskiej dupy w postaci rollo spod bloku i film o lasce co za faceta się przebrała. Po takim dniu, w którym trzy marudzące mamy doszczętnie wyruchały mnie w głowę a przebrany za bociana showman pytał, czy zostanę jego żoną wizja ta wydaje się być pełnią szczęścia.

ctrl a ctrl c ctrl v

Ponad pół godziny bezczelnie obserwuję debatę zawodową jaccy na gadu i z ulgą stwierdzam, że nie chciałabym pracować via Sieć. Praca dobre osiemnaście godzin na dobę… hyh. Co nie zmienia faktu, że moja obecna daje mi pełne poczucie satysfakcji i zadowolenia… bo nie daje. Nie chcę marudzić jak to było w waldorfskim a jak _nie […]

Słowa o słowach

Słowa o słowach rodzą się gdzieś na brzegu kubka z sokiem pomarańczowym. Ciągle nie umiem napisać jak to jest mieć kogoś z kim się rozmawia. Chyba ciągle jeszcze się tym zachłystuję. 

The next best superstar

i Feel Good Inc. Głośno. Tak jak lubię.

5 a.m.

Zaletą otwierania przedszkola jest koniec pracy o piętnastej. Wadą – budzik o piątej i piasek pod powiekami już w okolicy dziewiętnastej. Kto zna jakiś sposób na nierozpychanie się w nocy w łóżku niech da znać, bo mnie Słonko wyeksmituje w końcu na dywanik. Prince Polo XXL i dwa wafelki kakaowe na obiadokolację. Willow, serio skasowałaś […]

Lekki uśmiech

Notatnik Bez tytułu nie zapełni się dzisiaj specjalnie. I to nawet nie przez zmęczenie czy brzuszek chyba, po prostu średniobliski koniec zimy zdecydowanie nie nastraja mnie do pisania. Bloga, bo zaległych planów wychowawczo – dydaktycznych i owszem. Różowe serduszka z masy solnej w przedszkolu i bordowe kartonowe w portfeliku Słonka. Miłość w międzypracowym esemesie o […]

A little bit of …

Tak to jakoś się u nas składa, że najważniejsze sprawy, te – wydawałoby się – angażujące najwięcej środków (i duchowych i pieniężnych) rozwiązują się same, od niechcenia niemalże. Niedzielny spacerek zaowocował zatem zabukowaniem hotelu dla przyjezdnych i rezerwacją bardzo bardzo przyjemnej knajpki na weselne przyjęcie. Nie znaczy to że pieniądze lecą z nieba, dzieje sie […]

Ała …

Piątek prawie wieczór, pora zwyczajowego odstressu odbija się ciągle w lusterku minionego tygodnia na tyle mocno, że nie sposób sklecić (chyba) tych zdań co w głowie lęgną się gdzieś od środy popołudnia. Bo lęgną się. Z różnych źródeł wiem, że nie tylko ja tak mam po tym szalenie rozpędzonym tygodniu. Jakiś skompresowany ujemny biorytm zbiorowy […]