Monthly Archives: Styczeń 2005
Nic na siłę. Wymuszone coś gorsze od niczego. Ok?
No, to tyle w tym temacie.
Strona 362/2489
- nie; i nawet nie chodzi o zapominanie; bo wcale nie chcę żebyś gdziekolwiek znikała z mojego życia – jeśli mnie o to nie poprosisz – nie zniknę – wiem, wiem… za dużo myśli się pojawia w głowie, prawda? – nie ma obrazka oddającego westchnięcie… tak – oj Ty bestyja podejrzliwa jesteś kurde […]
- to co z tym wspominaniem?
30 maja 2004 Where is my mind? Jedno zdanie. Jedno krótkie zdanie, czasem wystarczy tylko tyle. „Szczerze TAK”. Kolejne uderzenia serca, pojedyncze i podwójne. Jego rytm, spokojny choć drżący. Drżenie przeniesione na palce. Znak że żyjesz, że jesteś tu, że słuchasz i słuchać chcesz. Boisz się, więc usiłujesz racjonalnie to tłumaczyć. Używasz ostrożnych, neutralnych […]
… więc jak mam spać kiedy wiem …
Jakąś godzinę temu zrozumiałam co jest nie tak. Zrozumiałam dlaczego tak dziwnie było mi samej w nocy, dlaczego nie mogłam spać, dlaczego nie potrafiłam myśleć. Jakby wszystkie emocje upakowały się gdzieś złośliwie (dobroczynnie?) w najdalszym kącie podświadomości. Jakby coś umarło, usnęło, upiło się… zresetowało. Troszkę boli nadal. Troszkę nie boli. Troszkę boję się i nie […]
Bezsenni
Siedemnaście dni Nowego, a ja dostałam obuchem w łeb już kilka ładnych razy conajmniej. Dzieją się rzeczy trudne, dzieją się niebezpieczne, dzieją dziwne. Dobre i złe, zawsze silne. Kilka, hm, zdarzeń które miały miejsce przez ostatnie osiem dni nie straszą wcale tak jak wydawać by się mogło że powinny. Z wypowiedzianą wojną podobnie. Mrugający czerwony […]
… bo wybrzydzał się kiep …
Po dniach i nieprzespanych, ciężkich do bólu w kolanach nocach przy kuchennym oknie i na ulicach, telewizor pożegnał nas przed popołudniowym trochę – spaniem filmem o wijach i pająkach. … a tak się składa, że robaków nie lubimy bardzo bardzo. Robaki zabijamy. Czkawka i śmiech.
Skosik
Siedzę na krześle belumbowej z wędrowcem przy boku. Przed piętnastoma minutami skończyłam rozmawiać przez telefon z jaccą. Dwa światy zrośnięte w jeden.
Herbata stygnie zapada zmrok …
Koniec czegoś zaczyna coś nowego, tak było, jest i będzie. Poukładać wszystko najlepiej jak potrafię, pozałatwiać wszystkie sprawy, te dobre i te złe. Jeszcze oswoić strach przed pożegnaniem z waldorfskim, jeszcze nacieszyć się troszkę tym szarawym niebem. W expresie do Katowic układam w szufladkach zapachy, obrazy i dźwięki minionych trzech dni. Splatam warkoczyk smuteczku i […]