Okazuje się, że sprawy kredytowe stanowią sto procent mojego jestestwa od paru już dni. W pracy jestem jakby obok wszystkiego i wszystkich, nie piszę bloga w autobusie. Niby zasypiam normalnie, ale później niż zwykle. I śpię krócej. Ciekawe uczucie: wiedzieć, że najbliższy miesiąc rozstrzygnie gdzie będziemy mieszkać następne kilkadziesiąt lat. Trochę ryzyko, trochę łaskotanie w brzuchu.
I tylko głupawe komentarze jakoś drażnią mnie bardziej niż zwykle, ale też bardziej niż zwykle stanowczo, że tak powiem, przekierowuję.
5 Comments
ano widzisz, mieć lat 27, dom, pracę, rodzinę i głupimi komentarzami się przejmować, głupimi komentarzami być drażnioną, o głupich komentarzach pisać i na tyle się silić, by link dodawaćno….[śmiech powstrzymam]
Cos ten listopad jest finansowo nie taki, jak powinien. U nas tez. Patrze na wydruk z konta i na ceny biletow do domu, na Swieta. I to sie absolutnie nie sklada w jedna calosc. Co tu robic? Moze przyszedl czas, zeby wlasne miejsce oswoic swiatecznie i zaczac nazywac domem…
troszczę się o twoją satysfakcję przed komputerem; ty masz tylko jego jak sądzę…
a jakby tak – rzeczywiście – spróbować? :)*
i kto to mówi lolcoraz śmieszniej