Właściwie mogłabym ponarzekać trochę na pracę, albo na korki, albo nawet na życie codzienne szare. Tylko jakoś mnie się to wszystko podoba. I ta szarość czasem i zmęczenie i korki. I praca, którą czasem, szczególnie w tych gorących i parnych chwilach pod prysznicem mogłabym rzucić o granatową wykafelkowaną ścianę. Nie rzucam i nastawiam budzik na kolejny dzień, bo wiem że chcę, a chwilowa parna słabość to po prostu święte blogie prawo zmęczonego człowieka.
Z uśmiechem oglądam powtórkę gadanego programu z Masłowską, właściwie jeszcze raz chętnie zobaczę jak się jąka.
Przed chwilą wciągnęliśmy na kolację literek malagi z Zielonej Budki z sosem tiramisu a potem siadłam do laptopa i wysłałam maila do dawno zaniechanej koleżanki z informacją, że może zmienić moje nazwisko w swoim programie pocztowym, bo dwa miesiące temu wyszłam za mąż. Sprawiło mi to wielką radość.
5 Comments
„Dawno zaniechana kolezanka”…dobre, musze zapamietac ;-)) Pozdrawiam
a co, też masz taką?
Oooj mam :-)) Tyle, ze u nas zaniechanie nastapilo nie-tak-znow-dawno, kilka miesiecy temu…Dobrze, ze w ogole nastapilo :->
tak się zastanowiłam kiedy u nas nastąpiło… chyba rozpadło się tak samo z siebie zaraz po maturze, czyli jakieś 8-9 lat temu; jezu ile to już czasu
Nasze poszlo…jakos tak niezauwazalnie. Powodow jest milion – miedzy innymi jej nowy facet-holender i spowodowany tym rozrost zadniej czesci ciala
Ale bardzo sie ciesze, ze tak wyszlo…teraz sie ciesze
Bo to bardzo toksyczna kobieta byla ;-)))