Czuję zapachy których czuć nie powinnam, dostrzegam rzeczy których dostrzec nie sposób, czuję ból który nie istnieje. Doświadczam uczuć silniejszych od sumy wszystkiego co kiedykolwiek dane mi było czuć. Sny nie kończą się wraz z nadejściem poranka. Jeśli w ogóle kiedykolwiek się zaczynają. Realność śni o nieznanym.
Wszystko jest blisko, na wyciągnięcie mojej dłoni. Dotknę tego. Równia pochyła bez końca i bez początku. Wyjścia ewakuacyjnego brak. Światełko zgasło, drzwi zrosły się z futryną.
Wieje. Nie boję się.
Pewnie zwariowałam już do końca.
5 Comments
…może i jest tak, że to, co odczuwasz jest jedną z największych prawd świata…? …samo życie… paradoksalnie i realnie
A może wcale nie zwariowałaś, może to wszystko jest jak najbardziej realne w całej swojej abstrakcji. Wysniony sen na powiekach przez dzień, dotyk tego co wydawało się niedotykalnym, skos, pion, poziom…Wszystko wokoło wiruje barwami…Teraz to chyba ja mam delikatny zamot. Może to i dobrze
Własnie o to chodzi… To jest PRAWDA, to jest REALNE… Jedyne co muszę zrobić to przestać dziwić się czemukolwiek. Bo nadal jeszcze mi się to zdarza.
Nie wiem od kiedy prawdziwa wrażliwość jest szaleństwem.
Już wiesz od kiedy.