Tuż obok powstaje materiał na maila, powstaje opornie dość, słowa nie wydają się dobrze dobrane. Powstanie i tak. Może zostanie przeczytany. Kiedyś.
Schematyczna kawa i muzyka, gorzkie obie. Duszno w pokoju więc otwarte okno, nadal jeszcze nie przyzwyczaiłam się zupełnie do takiej możliwości po miesiącach cichego mruczenia kaloryfera. Ta zima była chyba wyjątkowo długa, albo tylko mi się wydaje? Kilka ulepionych z dzieciakami bałwanów i jedne zgubione sanki, ciepłe golfy i wiecznie zimne dłonie, stygnąca w zastraszającym tempie herbata, „czemu ty czapki nie nosisz, zamarzniesz!”. Jakoś długo to trwało. Pewnie dlatego teraz trudno zauważyć mi wiosnę, wszyscy o niej piszą i mówią, zachwycają się, cieszą, widzą świat w innych kolorach. Ja zobaczę ją dopiero kiedy zielono się zrobi, zielono… Tak.
3 Comments
Też z niecierpliwością czekam na zieleń… Pozdrawiam
Piekny opis zimy
Ale wyczuwam nute smutku w Twych słowach i to budzi wemnie niepokój. Dlaczego? Czyżby życie niebyło aż tak dobre?
Życie jest i będzie dobre:) To nie smutek, może odrobinka nostalgii i „zmyślnej zadumy”, lecz na pewno nie smutek:) Na niego tak łatwo sobie nie pozwolę:) Pozdrawiam.