Strasznie…

tu zimno jakoś…

Zamiennik.

Dobre dwa lata minęły, zanim na słowo dom przestałam reagować skojarzeniem z mieszkaniem na Żołnierza, a zaczęłam z obecnym. Nie wiem ile czasu minie, zanim blog przestanie mi się kojarzyć z blogonet.  O ile w ogóle kiedykolwiek przestanie, bo faktem jest, że nie potrafiłam wczoraj wszystkiego tak po prostu skasować.  Mimo tego, że mam kopie, że mam tu wszystko.  Mogę mieć wszystko, ale nie mam _bloga…

Login.

a kuku!

_

Znowu śniło mi się że piszę, jakieś potwornie długie zdania, na cały ekran. Niestety, nie zapamiętałam ani słowa…

Fakt, mogłabym pogawędzić o zupie albo o przedszkolu, nie robię tego jednak bo mnie to… żenuje(?). Mimo to, wbrew pozorom, przebywam teraz w bardzo bardzo fajnym momencie mojego życia, co nie oznacza, że nie tęsknię za tym co było i nigdy już nie będzie. I może trochę za tym co będzie, choć nigdy dotąd nie było. 

Mama.

Daleka jestem ostatnio od teatralnego sentymentalizmu, ale… Id samodzielnie zdmuchnęła dziś świeczkę w kształcie cyfry 3. Trzy lata temu, w noc przed jej urodzeniem też była burza. Nadal mam w telefonie wysłane wtedy smsy. W natłoku zwykłych dni o tym nie myślę, ale aura tamtej nocy ciągle gdzieś tu jest. Zawsze gdzieś tu będzie.
 
Mówią, że urodzenie dziecka wystawia na światło dzienne relacje z własną matką i zdarza się, że rzucany przez nią cień zaczyna padać pod nieco innym niż do tej pory kątem. U mnie wszystko legło w gruzach, został popiół i zgliszcza, z których – wydawało mi się – nic już powstać nigdy nie może. Tymczasem wyartykułowanie ojcu kilku słów o mamie było trudne, ale myślę, że może to pierwszy krok do polepszenia tego czegoś, co się wytworzyło między nami. Cholernie doceniam drobne gesty i jest prawdopodobne, że świeże strupy zaczną się zabliźniać.

Mniej się miotam. Niż przez ostatnie 3 lata. W lustrze widzę siebie.

- dzięki, mamo! – słyszę z trzyletnich ust.
Zadanie: usłyszeć to samo za 30 lat.

33.

Obudziłam się dzisiaj z tą notatką w głowie. Od tamtego dnia minęło równe 8 lat i – dziwne – pozostałych siedmiu pomiędzy właściwie nie pamiętam. A tamten tak.

Jeden krok do przodu.

Dziesięć kroków w tył. 

Droga Redakcjo!

Myślę, że blog.onet wyleci w powietrze lada moment. Częstotliwość komunikatów o blogu co nie istnieje i Twojemu_blogowi_na_pewno_nic_nie_jest zaczyna mnie lekko martwić, dlatego pora zająć się strategią ewakuacji. Tym bardziej, że i tak już mnie tu prawie nie ma…

I nadal.

Boję się zostać sam na sam z winampem w nocy. 

Sto lat temu.

Są takie momenty, w których czuję się jak staruszka. Na przykład wtedy, kiedy przypadkiem trafiam na Dorosłe dzieci w radio. Słuchałam tego kiedyś, to było sto lat temu…