Dzień pod znakiem ciuciubabki. Dosłownie i w przenośni. Dzieciaczki z zawiązanymi kolorową chustą oczami, buszujące po dywanie „tylko do brzegu”, „Laura, a jakim ty chcesz być zwierzętem?” Pozbawiam zdolności widzenia kolejne z nich, obserwuję jak płyną po omacku po tak dobrze znanej im przestrzeni. I co się dzieje? Dość duży strach, tylko nieliczne z nich chcą zakosztować tego kilka razy, większość nie podejmuje się w ogóle. To podobnie jak z nami, prawda?
A to jest przecież cudowne uczucie… Dość duża doza niepewności, kuszące nieznane, inne, nowe, nieodgadnione. Lekko ugięte w łokciach ręce, rozcapierzone badające dłonie. Wolniutki posuwisty krok, najpierw badawczo jedna noga bez odrywania od podłoża, tej stabilności. Potem dostawiana druga, malutkie kroczki. Powolutku… ale do celu.
6 Comments
Kiedy człowiek podejmuje już decyzje, to troche tak jakby skoczył w wartki strumień, który porywa go w kierunku, o jakim mu się nawet nie śniło, w chwili gdy ją podejmował.Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki jakie niesie nam los.Coelho
Dawno mnie tu nie było i widzę, że zmiany… Pięknego masz bloga. Brawa dla Zielonegokota. Pozdrawiam. Szkoda, że ja nie jestem w tym 0,1%.
Jak można być „gotowym na niespodzianki”? Czy to nie pewien paradoks?
… ale widocznie nie można mieć wszystkiego.
Tak, tak, tak, brawa big brawa dla Niego:)Skąd wiesz, że nie jesteś?
Wszystko zależy od osobowości ….bo nie każdy lubi .. to co nieznane ..zresztą, to jak podróż w jedną stronę …kierunek czarną otchłań….