Virtual insanity… cisza

Wirtualna noc skończyła się o czwartej. Gdzieś w okolicy czwartej. Było jasno.

Realny poranek zaczął się w tym samym czasie. Noc przeszła w dzień. Ostatnie ding. Pierwsze ding. Dzień dobry. Odliczanie czasu do dziewiątej i odliczanie czasu od dziewiątej. Tik – tak. Zegara na ścianie, zegara w komputerze, zegara w głowie. Jedenasta czterdzieści dziewięć. Zimne resztki kawy nie smakują najlepiej, trzeba ją wymienić. W pokokju zbyt ponuro przy zasłonach i zachmurzonym niebie, trzeba je odsłonić. Maile już tylko „Odebrane”, trzeba napisać nowy. _Napatefonie zbyt smutno, trzeba coś innego. Trzeba obrać młode ziemniaki. Trzeba napisać plan waldorfskiego na wrzesień. Trzeba zmienić piżamę na dzinsy. Trzeba włączyć telefon do ładowarki. Tak… Trzeba związać włosy.

Jak bardzo „chcę” różni się od „mogę”? A jak zmierzyć virtual insanity? Hm?

4 Comments

  • ~zielonykot
    Posted 7 czerwca 2004 at 16:31 | Permalink

    „A jak zmierzyć virtual insanity?” – Sumą niewypowiedzianych wrażeń?

  • Nobody`s wife
    Posted 7 czerwca 2004 at 16:37 | Permalink

    I tęsknotą. Obstaję przy swojej wersji :)

  • ~smith
    Posted 9 czerwca 2004 at 16:41 | Permalink

    vouloir et pouvoir ce devoir

  • ~Nobody`s wife
    Posted 10 czerwca 2004 at 01:04 | Permalink

    :)

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *


7 − dwa =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>