Cóż.
Miałam na dziewiątą, pojechałam na siódmą trzydzieści. Waldorfskie w kwiatach i jedwabiach, w uśmiechach i opalonych buźkach. Rozgardiasz i głośny śmiech. Kilkoro z nich z dzieciaczków stało się dziewczynkami, kilkoro chłopcami, kilkorgu wypadły mleczne zęby a kilkoro ma powakacyjne plastry na kolankach. Kilkoro płakało kiedy przyszło do pierwszego poważnego rozstania z mamą. Kilkoro nauczyło się nowej piosenki, kilkoro zapomniało kapci z wrażenia.
Jak było? Osiem godzin jak półgodzinne mgnienie, nowy dziennik, pierwsze sprawdzenie obecności i pierwsze zajęcia. Pomidorówka i bułki z miodem, podwórko i nowe zabawki.
Jak było? Przecudownie.
A poza tym… Stan moich odliczań: dwa do jednego. Jedno ukończone, dwa nadal trwają. ‘Czasem tak trzeba’ ktosiu?
6 Comments
No!:) Ej, zaczynam się wkręcać w to Twoje waldorfskie. Jeszcze trochę a nauczę się wszystkich imion na pamięć. ściskam!
Żeby nudno nie było od września mamy kilka nowych
Również 
Jedno oczekiwane z trzech. No, teraz w zasadzie już dwa. Trzymaj kciuki
Trzymałam, trzymam. Uda się!
A wiesz że wiem? :DDzięki bardzo bardzo. Dwukropek i gwiazdka.