Słonko spotyka cień z przeszłości, kilka dni potem do mnie zaczynają dzwonić moje. Zaniedbany przez dość długi czas blog zaczyna tętnić świrem i całkiem sympatycznie wyglądającym konkursem zaraz po zasejfowaniu go na laptopie.
A jednak zadziwia ta zdeterminowana (czym? gdzie?) ciągłość zdarzeń.
Ponad półtora roku tej mojej dziwnej pisaniny, ponad rok na ciągłym oflajnie. A jednak piszę. Okresy odrzutu od sieci (nawet w tak skromnej, dorywczo – zaocznej postaci) przeplatają się z tymi, kiedy słowa same składają się w głowie zadziwiającą płynnością. Może to dlatego że laptopowa klawiatura coraz lepiej układa się pod palcami? A może ja po prostu już zawsze będę pisać?
Wczoraj znalazłam w blogowym zeszyciku zapis ‘bazki – ciemnotki’ z czerwca bodajże. Zapisałam go na te lepsze, onlajnowe czasy. No cóż, czasy jeszcze nie nadeszły, a bazka zaciera się coraz gęstszą mgłą w mojej głowie i w sercu (choć w sercu chyba nie, piszę tak tylko żeby nie popaść w płaczliwy ton heh).
Jak widać, czasem trzeba się odnaleźć nawet wśród plastikowych zabawek. Nigdy nie mów nigdy…