Zegarek w komórce straszy nieubłaganym rychłym końcem niedzieli i masakrycznym tygodniem pracowym przede mną. Gdyby nie tak wspaniały dzień dzisiaj, z knajpianym obiadem na deser, pewnie już snułabym się po wszystkich czterech kątach naszego mieszkania ze łzami w oczach. Nie snuję się bo to naprawdę bardzo przyjemny dzień, ograniczę się tylko do kilku wylanych przez sen łez tuż przed budzikiem.
Zainaugurowałam sezon dżinsowej kurteczki i stylu na cebulkę i nie zmarzłam ani przez sekundę długaśnego spaceru, co niezbicie dowodzi, że wiosna na dobre się zaczęła. I tylko trochę szkoda że _obchody dzisiaj na Jasnych Bloniach, bo pewnie wszystkie krokusy zadepczą. Ech…
Wiecie, że słońce ciągle jeszcze świeci nam w oczy pomimo prawie wieczornej już godziny?
Fajnie, nie?
2 Comments
Strasznie mi sie podoba, ze jak jade wieczorem do roboty, to jeszcze „za dnia” a nie ciemna noca, jak to bywalo, no i kurteczke rowniez zakupilam (hehe czerwona) i nosze, udajac ze wcale, ale to wcale nie marzne
Mam tak samo, tylko u mnie jeszcze początek pracy dochodzi – jak otwieram wychodzę 5.40 :/ fajnie jest wyjść i wrócić ‚za dnia’
A z kurteczką to narazie jednorazowy zryw był, wymiękłam przy pogodzie tego zmiennego miasta 