Może to trochę egzaltowane. Może głupie i udziwnione. może naiwne, bo przecież zaraz znalazłoby się przynajmniej kilka smutnych kobiet, które ze zgaszonym uśmiechem przekonałoby mnie, że one też tak się cieszyły a teraz zobacz co z tego zostało… Zresztą co tu kryć, sama kiedyś (nieświadomie, ale jednak) planowałam to wszystko. Teraz wiem że nic z tego wyjść nie miało prawa i pewnie nigdy by nie wyszło, fakt jest jednak faktem, prawda?
Długo nie chciałam wiedzieć dlaczego nie chcę o tym słuchać, dlaczego nagle jakoś przestało mnie to bawić, a potem, kiedy padać zaczynały całkiem już realne terminy – dlaczego płaczę po nocach. Dlaczego, przecież chciałam?
Może musiałam dorosnąć a może tak to już po prostu jest, że prawdziwa szczerość wobec siebie wymaga przyznania się do błędów, nazwania ich, zrozumienia i wybaczenia. Może tak to już jest, że trzeba wycierpieć wiele żeby naprawdę wiedzieć, czego się chce. Może tak to jest, że podświadomość potrafi chronić nas przed złym, nawet jeśli rozum (pozornie) mówi coś przeciwnego. Może tak to jest, że gdybym była żoną… nie byłoby mnie?
Dwa lata temu zakochałam się wbrew i na przekór wszystkiemu. Mojemu rozumowi przede wszystkim. A teraz otwieram Total Commander i oglądam ślubne zaproszenia które sami zrobiliśmy i wiem, czuję, że to jest to, czego chcę.
PS. Śliczne wyszły
4 Comments
A mogę rzucic okiem?
może faktycznie trzeba przez wiele przejść, żeby stanąc w punkcie, w którym się wie? Zaproszeń, skoro śliczne, a wierzę na słowo, gratuluję :*
Dobrze, że nie wszystko układa się po naszej myśli. Gdzie moglibyśmy nieraz zabłądzić, gdybyśmy zawsze szli drogą przez nas samych zaplanowaną? Coś jest od nas mądrzejsze, coś – bez ironii – wie od nas lepiej, co dla nas dobre.Wiara w to coś wiele zmienia. Może i dla mnie jest scenariusz lepszy niż sama mogłabym wymyślić?Pozdrowienia
pozdrawiam ciepło. bardzo.