Siedzę na łóżku siostry z laptopem na kolanach. Obok leży pies. Dziwnie pisać stąd, tu nigdy Internetu nie było. Dziwnie, że dopiero dziesiąta, a my mamy już za sobą ładne kilkanaście godzin doby.
Śląsk powitał nas przepychanką załadowanym korytarzem w pociągu, deszczem i zimnem, przebudową ronda w Katowicach, rodzicowymi kanapkami i dwoma kawami. Śląsk powitał nas szczekaniem Gordona i maskowanym wzruszeniem rodziców oglądających zaproszenie.
Czas złapać za telefon i spotkania poumawiać.
One Comment
No… to do jutra :):*