Całą noc śniło mi się, że idziemy do ślubu, a ja mam pod sukienką czarne majtki i bardzo je widać, muszę się przebrać koniecznie ale nie ma ani czasu ani czegoś w kolorze odpowiadającym, co nie prześwitywałoby spod ecru, cholera. Sen z rodzaju muszę szybko a nie ma czasu, często takie mam. Ten dowodzi, że po odpuszczeniu gonitwy i ustaleniu w pełni obowiązującym plan B (zakup mieszkania w grudniu) weszłam na obroty okołoślubne.
Chochliku, proszę cię, spraw, żeby mi nie odbiło i żebym nie zmieniła tytułu bloga na wychodzę za mąż a gwiazdy razem ze mną, albo piątego sierpnia połączą swe dusze, albo przedślubnik albo coś równie beznadziejnego. Spraw, żebym nie zaczęła umieszczać w ramce obok zdjęć dziesiątek sukni ślubnych, fryzur i wzorów ślubnych tipsów. Żebym nie zaczęła zastanawiać się, które solarium najlepiej mnie opali. I nie przesalaj więcej kiełbasek.
4 Comments
jeśli Chochlik wyjedzie na wakacje (urlop musi być, a jak…) to ja mogę być ‚Chochelką’…
chyba, że nie będziesz palić :>
nawet Ci dywanik pod łóżko położę, nie ma sprawy
O rany! Przypomnialas mi o solarium, znow nie bylam :/ To moze chociaz kłaki umyje, bo juz sie czuje gorzej zaniedbana od bezdomnych murzyniątek… (chociaż one to raczej solarium nie potrzebują)
tak trochę przewrotnie to napisałam, mam bardzo ‚popieprzykowaną’ skórę, a do tego kilkanaście lat temu dość mocno poparzyłam się na słońcu (tak, że mam ślady do tej pory) dlatego na solarium nie chodzę; boję się, po prostu; balsam brązujący to max