Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że posiadam umiejętność oddzielania pracy od domu. Odsuwania tego co tam od tego, co tu. Trochę dziwne, trochę odrealnione uczucie prześlizgiwania się przez przysłowiowe osiem godzin dziennie tylko po to, żeby wrócić do domu i przeżyć te sześć/siedem prywatnych.
W pracy nie mam czasu myśleć o problemach domowych, w domu nie mam ochoty o pracowych. Czyżby złoty środek?
3 Comments
O prosze, bardzo dobre rozwiazanie. Szkoda, ze ja tak nie umiem…
na pocieszenie mogę napisać, że samo to przyszło
:*
Poczekamy…. Zobaczymy….