Pozwalam sobie wierzyć, że mój dziwny nastrój dziś spowodowany został pogodą która wariuje i wizytą świadka ślubnego, u którego w Dębkach wszystko się zaczęło.
Tak sobie pozwalam wierzyć i zostawiam w kącie eteryczność tej dziwnej nieco niedzieli.
Trochę dziwnie czuję się, kiedy ktoś pyta mnie (nas) czy denerwujemy się _już ślubem. Nie, nie denerwujemy się. Tak odpowiadamy zgodnie i tak jest, choć przyznam, zdarza mi się zapytać potem samą siebie – dlaczego? Teoretycznie powinnam lekko już świrować, co byłoby naturalne biorąc pod uwagę panikarski mój charakter. Powinnam a nie świruję.
Nie martwię się i to mnie martwi
Dobroczynność pracowego tygodnia przede mną. Zdecydowanie.
7 Comments
Bo przecież grunt to spokój i opanowanie;-)))Podobno;-))) Hummingbird
Nie martwisz się, bo nie ma w Tobie niepewności
To nie jest szybki ślub z musu ani wymuszony ślub po 10 latach wegetowania w związku
I będzie pięknie
Buziaki
Właściwie już po ślubie śmialiśmy się z Szacowną M. Co by było, gdybyśmy się dzień przed pokłócili i nie odzywali do siebie (mieszkaliśmy razem przed ślubem jakieś siedem lat).
no… to ja się przyznam, że wczoraj wspomniana mama tak mnie z równowagi wyprowadziła, że się z nerwów poryczałam na ulicy
byłam twarda jeszcze w autobusie, ale jak mnie Słonko przytuliło to tama puściła heh… musieliśmy nieźle wyglądac, ja rozmazana na jednej z głównych ulic, jacca przytulający mnie i pocieszający, pewnie wyglądało, jakbyśmy się ostro pochajali :)ale zeszło, a to najważniejsze 
pewnie, musi
:*
może po to właśnie wymyślono instytucję świadka – jakby co, to on przekaże
przykro mi….ale masz rację …ze łzami „wypłyneły” wszystkie żale.to jak catharsis;-))