Spowalniam. Się. Jazdy autobusem rozciągnięte jak asfalt po którym przechodzę na Bramie. Spieczone pod kolanami kiedy kucam obok dziecka, piasek w sandałach kiedy zbieram plastikowe łopatki z piaskownicy. Tysięczny raz porządkuję biurko i chowam się na róg stołu podczas obiadu. Przyspieszam zegar o trzy minuty. Przebieram opinie pedagogiczne w bezbarwne koszulki. Przez otwarty balkon wchodzą mrówki i świerszcze. Czternaście dni roboczych.
[24]
This article was posted in Bez kategorii. Bookmark the permalink. Follow comments with the RSS feed for this post.Post a Comment or leave a trackback: Trackback URL.
6 Comments
Przed chwilą wziąłem prysznic. Przeczytałem i znowu zrobiło mi się gorąco i lepko.
widzę, ze Ty też odliczasz :)) O i drobne zmiany tutaj. Fajnie
uhm, TRZYNAŚCIE dni :)))
no widzisz, widać nie wolno czytać mnie na czyściocha ;p
Dzisiaj jestem przed prysznicem, słucham rad.
y-y, dzisiaj boli mnie głowa ;D