Temperatura wzrasta, ta za oknem, ta na blogach…* Wzrasta też u wszystkich zainteresowanych pewnym wydarzeniem, co to za 10 dni miejsce mieć będzie. Telefony grzeją się od smsów, głowy od ustaleń, nerwy od oczekiwania. Nie przesadzę chyba jeśli napiszę, że ostatnie dwa tygodnie przed ślubem przypominają nieco poczekalnię u lekarza. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest wrażenie, że jedynymi ludźmi którzy się NIE denerwują jesteśmy my.
Jeśli wierzyć teorii sinusoidy, napięcie u postronnych sięga zenitu teraz, niedługo zacznie opadać aż w końcu wyrówna się na poziomie radosnego lekkiego podniecenia. I to ma sens, zastanawia mnie tylko jedno: kiedy nerw dopadnie i nas?
*linkować nie będę, kto wie ten wie
16 Comments
gUpia…
:***A co do nerwa, to oby nie dopadł, bo to wcale nie przyjemna sprawa. Ja od siebie tylko po swojemu będę zaklinać 
to pozaklinaj bo znasz mnie, jak mnie dopadnie to będzie jedno wielkie ups i już w ogóle nie będę nic jarzyć… i stanę przed USC i powiem to co Ty powiedziałaś _wiesz_kiedy… no to co Ci ostatnio na gg przypomniałam… no wiesz co…
będę
Nie przywołuj nerwa nadaremno;-))))) To kwestia lawitowania w innej galaktyce emocji i ten stan niech trwa.I niech przeniesie przez próg…dla strefy erogennej pod kobiecymi kolanami ..i na dobrą wróżbę:-))))
O rany, to juz tylko 10 dni… Hehe, nie ma sie co denerwowac, bedzie pieknie, zobaczysz
Jakieś trzy, cztery dni przed. Ciekawe czy się pokłucicie. U nas przed ślubem, największym zmartwieniem było: a co, jak się nie będziemy do siebie odzywać? ;))
WIEM
do końca mojego marnego żywota będziesz mi to wypominać??!! ;))) no zachowałam się jak kretynka, ale pierwszy to raz? ;D A co do zaklinania, to oczywiście, że będę, chociaż wiem, jestem przekonana, że aż tak bardzo nie muszę. Bo w naszym związku Kochana, to ja tu jestem ta od skrajnego debilizmu. Dlatego o Ciebie jestem spokojna
:*
nie no, wiesz, ja po prostu wolę być na niego przygotowana…
teraz skupiam się na tym, że tylko 3 pracy do urlopu :)))
:*
WIEM! :))) :***
my się generalnie prawe wcale nie kłócimy, a jak już to trwa o jakieś 10 minut, to chyba o to akurat mogę być spokojna
Coś mi z tym moim „kłucicie” nie grało. Teraz wiem co, a nie miałem gdzie sprawdzić w czasie pisania. Kiepska wymówka.
daj spokój, każdemu się zdarza
mnie ostatnio J. z szelmowskim uśmiechem poinformował, że gdzieś u kogoś w komentarzu takiego byka podobno walnęłam że aż boli; i nie pamięta gdzie więc się poprawić nie mogę; i wstyd jak był tak jest 
Raz w życiu dostałem pozytywną ocenę z dyktanda. I to pewnie przez przypadek. Za moich czasów w szkole nie było dys-cośtam. Byli tylko … A teraz można się ze swoim dys-cośtam obnosić.
zgadzam się;