Tygodnie roku szkolnego nabierają tempa. Jeszcze nie zlały się w jeden kołowrót czerwonych poniedziałków i zielonych piątków, jeszcze widać poszczególne kolory obrotu czerwony – niebieski – pomarańczowy – granatowy – zielony, ale tempo zwiększa się nieustannie. Niedługo zleją się w jedno, czuję to pod palcami.
Kładę się już sobie poleżeć i odpadam nawet pomimo skwierczenia parówek na patelni. Opatulam się bawełnianym szalikiem rano i wystawiam twarz przez autobusową szybę do resztek słońca po południu. Wieszam prace na wystawce i odhaczam poszczególne zagadnienia kompleksowe w dzienniku.
Tworzę nowe zakładki, w które wpisuję agencje nieruchomości. Znowu. Analizuję różnice w cenach mieszkań między Katowicami i Szczecinem. Chociaż nie mam tego typu wrodzonych uzdolnień.
To głupie, ale dziecięcą wprost radość sprawia mi zapach nowego płynu do płukania a belumbowa budzi co chwilę nowy kawałek wspomnień, choć myślałam, że więcej ich już nie mam w sobie. Magia października taka.
One Comment
Taki to już jest październik…