Śpimy po dwanaście godzin a terminy spraw do końca roku przyglądają się nam z boku. Sadzamy je na wprost nas, obok kufla piwa i kubka herbaty w piątkowy wieczór, niech się trochę pospowiadają. A potem odkopujemy w kąt i zamiatamy kołdrą. Lepiej niech się nie wygłupiają.
Śnią mi się czarne zęby i bolesny brak czegoś kogoś, nie wiem. Potem budzę się jakby mnie było dwie. To pewnie tylko stres, że październik zaraz skurczy się do listopada.
Święta mają być już w nowym domu. Rzucony na szafkę sweterek zaciska kciuki. Będzie dobrze.
8 Comments
BĘDZIE. Wiesz o tym doskonale. I pamiętaj, że wespół z Twoim, gdzieś indziej, jakiś inny sweterek też zaciska i też się zajmuje zaklinaniem… :*A tymi zębami się nie przejmuj, dostałaś je tylko dlatego, że to ja miałam ostatnio takie sny czarno-zębate. Więc nie martw się Kochana, wezmę to na klatę…
Damy radę :*(w obliczu tego, co przeczytałam przed chwilą, w obliczu jednomyślności naszej, jednosenność też mnie nie dziwi, ani trochę).
dobrze że mi to napisałaś… dziękuję :*
Ze swojej strony mogę pomóc rozciągnąć trochę październik. Wraz z nim kończy się mój urlop :o).
mój też zaciska !! grzesia też.
o belumbowa mnie uprzedzila. zaspałam dobrej nocy.
będzie dobrze
dobrze .. .uśmiecham ciepło 