Przeciętna mężatka przypomniała sobie dziś o takim starym kawałku Sophie B. Hawkins którego słuchała kiedyś nocami, kiedy wszystko było takie… damn. Przeciętna mężatka posłuchała dziś tego i zasłuchana, w przerwie na papierosa między zdjęciem z półek wszystkich słoików z makaronami a wyszorowaniem ich w ciepłej wodzie z płynem wspomniała stare czasy które były straszne ale które były też w tej swojej straszności piękne.
Potem przeciętna mężatka założyła różowe gumowe rękawice i ściereczką z mikrofibry umyła okna percepcji.
8 Comments
a czy ta przeciętna mężatka nie miała czasem rzucić palenia? (wiem, czepiam się:)) zapytała ta co też tak gadała a jednak dalej jarała
Nigdy nie mam czasu lub/i checi na umycie cholernych sloikow
Zaraz przeciętna…
to ja tak dosłownie: przez moje okna już nic nie widać.właściwie w przenośni to też może być.
z dumą informuję że udało mi się najpierw zejść na mentole, potem na słomki, a teraz na słomki prawie_zero_nikotyny pół paczki dziennie; to JEST sukces
statystyczna w sensie
moja droga, jak się robi to co widać na zdjęciu na n-k to naprawdę okna już można sobie odpuścić…
ja myję, Ty nie – i mamy Równowagę