W sobotę do trzeciej trzydzieści rozkładamy na cząstki sprawy różne, mniej i bardziej ważne, najważniejsze i zupełnie nieważne.
- to co mnie spotkało miałem na własne życzenie ale tobie wszystko się po prostu… zdarzało – mówi mąż.
- to znaczy że miałam ciekawe życie? – pytam i uśmiecham się.
Lipcowe noce mają coś takiego, co sprawia, że siadamy przy otwartych oknach i rozmawiamy. Lipcowe noce mają coś z Rondui, trochę jawy, trochę marzeń, dużo rzeczy Bóg-wie-skąd… W lipcowe noce zawsze coś się wydarza. Pachną uśpionym upałem, kurzem i kiedyś, kiedyś z przeszłości i przyszłości. W lipcowe noce nie można spać, może dlatego że jest za ciepło, a może dlatego, że kryształowa kulka na oknie długo w noc rzuca fioletowe i zielone refleksy na nasze poduszki…
2 Comments
Na wyspie lipcowe noce byly deszczowe i zimne. Sierpniowe tez. I nie rozmawiamy, bo jestesmy zbyt zmeczeni zarabianiem pieniedzy na nasze wesele. Gdzies w srodku czai sie mysl, ze to chyba nie do konca tak powinno byc. Odsuwam ja. We wrzesniu bede lezec na plazy i obok siebie czuc nagrzane sloncem ramie mojego meza.
będzie dobrze, byle do września zatem
na pocieszenie: u nas też była patatajnia _przed, natomiast _po jest wszystko jak należy 