Piątkowy późny wieczór spędzamy w Villi Donna. Jest fantastycznie ale ciemno i trzeba wyłączyć telefon więc przez dwie godziny ściskam go w ręku. Bo mogą nadejść wiadomości, bo może będę musiała wyjść zadzwonić. Plus bezsilność.
Uczucie że robię za mało plus bezsilność.
Plus robi się coraz grubszy i za wszelką cenę chcę go powstrzymać żeby już nie rósł, bo kiedy urośnie za bardzo stanie się wielką czarną kropką, czarną dziurą, plamą nie do zmycia. Trzymam więc bezsilność na wodzy, ściskam za rękę i zaklinam cholerny los.
One Comment
Nie, ja nie lubię się bać…