Dwie różowe karteczki samoprzylepne kurzą się koło komputera. Na jednej numer do sądu na Śląsku z którym nie potrafię się porozumieć od tygodnia bo pani Magda jest chora. Na drugiej kilka adresów w postaci numerów ofert zgłoszonych do sobotniej wycieczki w przesympatyczną panią Justyną. Plus zeszyt raportów, moja lektura obowiązkowa dziś znowu.
Październikowe dni mają dla nas postać notatek służbowych, na których przemycam czasem, o szóstej rano, dwa słowa wyznania. Tym razem tempo podkręca się bez udziału woli.