Czas.

Dziesięć lat później. Nie wiem, czy tak wyobrażałam sobie później, nie pamiętam, czy w ogóle coś sobie wyobrażałam. Wtedy chyba jeszcze niewiele. Być może nie wyobrażałam sobie prostej normalności, szczerej, gładkiej. Spokoju. Kolejnej bransoletki do plątaniny, której nie zdejmuję właśnie od wtedy. Kilku nieprzypadkowych kawałków z winampa do porannej kawy, kilku porozumiewawczych uśmiechów. Małe wielkie rzeczy.

Tymczasem – ja tu już jednak nie mieszkam. Adres znam, klucze mam, ale nie mieszkam. Czasem wpadam zostawić kartkę z krótką myślą. Tyle. Być może nawet i fajnie byłoby pomiotać się po przyzbie jak kiedyś, chwilami brakuje mi tego charakterystycznego drżenia rąk, ale zaraz z ulgą (właściwie) zdaję sobie sprawę, że (choć i papierosy wróciły) to już jednak nie ja.
Inna sprawa, że mam w sobie spokój i czuję się winna (że go mam) więc w sumie (na szczęście) (nadal) jestem…(?)

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *


1 × cztery =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>