Dobra passa zdrowotna nie mogła trwać zbyt długo. Coś opluło mnie w przedszkolu najwyraźniej, bo moje wszystko zamienia się powoli w jeden bolący, otumaniony watą kłębek.
Słonko wychodzi na pracowe rozmowy, a ja, otulona w koc, ze szklanką soku pomarańczowego obok oddaję się szczytom egzaltacji Iry. Iry przy której stałyśmy z belumbową przy oknie którejś styczniowej właśnie nocy i kiedy różne rzeczy się z nami działy. Albo ja po prostu mam gorączkę?
Na Onecie piszą, że jakiś samolot rozwalił się na Muchowcu w Katowicach. Nie wiem jak wygląda Muchowiec zimą, właśnie sobie to uświadomiłam. Nienie, nie tęsknię.
Takie… zamyślonko tylko.
12 Comments
moja współlokatorka przez cały dzień pije aspirynę i siedzi pod trzema kocami… wracaj do zdrowia, bo dzieciaczki będą tęsknić.
[herbata z sokiem mailonym /rumem?]
zdrowiej, zdrowiej :*
Tęsknić to nie bardzo, bo widzisz, w prywatnym przedszkolu to jest tak, że się nie choruje, po prostu. Jestem jedną nauczycielką w grupie i nie miałby mnie kto zastąpić. Taka praca…A zamiast herbaty z sokiem/rumem był obiad z Teściami. I też pomogło
Juś lepiej, dzięki :*
czy w prywatnym przedszkolu jest coś takiego jak leżakowanie? -bo nigdy w takm nie byłam
Z resztą- kto za moich czasów chodził do przedszkola…
To zależy- -w poprzednim nie było, w tym jest. A co racja to racja, mało nas chodziło… A właśnie, pytanko: jesteś za posyłaniem dziecka do przedszkola czy przeciw?
za posyłaniem. Panie Przedszkolanki mają pracę wtedy, no nie?
ale własnych dzieci jeszcze nie mam, żeby była jasność. Cudzych z resztą też nie
hmm… no cóż… w pewnym stopniu rozumiem Cię, bo ja też nie powinnam chorować…
PS Teściowie to rzeczywiście uzdrawiający Team. 
Na Muchowcu muchy zamarzły, sniegiem przysypane i żaden siamolot czy to w niebie czy wbity w zaspe tego nie zmieni;) zdrówka
Nie no, bardziej mi o rozwój społeczno – emocjonalny dzieci chodziło i te sprawy…
Ale co prawda to prawda
Willow- -racjonalne rzeczowe podejście do świata? 
A mnie tutaj drzwi do przedszkola w glebę wmarzły jego mać psiakość :/:***