No cóż, okazuje się, że pewne długotrwałe zdarzenia pracowe mają na nas większy wpływ niż jesteśmy to sobie w stanie uświadomić. Zaowocowało to bardzo bardzo… dziwnym zakończeniem tygodnia i trudnym początkiem soboty. Kryzys zażegnany w stu procentach przebrzmiewa już tylko echem, na szczęście, a ja odreagowuję pisaniem.
Zostało pięć dni do Świąt na Śląsku a przygotowań na co najmniej dwa tygodnie. Z prezentowej listy jasne tylko dwa punkty, jeden pozostaje nadal w sferze kompletnie niesprecyzowanych imaginacji. Kto podpowie co kupić moim rodzicom? Kto wie gdzie wszyć zasuwak do płaszczyka w miarę na poczekaniu?
Śnieg sprawia, że pewien autobus pewnej dwucyfrowej liczby z pewnego byłego pegeeru pod Szczecinem zamiast dziewiętnastu jedzie pięćdziesiąt minut. O ile już przyjedzie. W środę Jasełka w pracy, w czwartek spotkanie wigilijne u Teściów, pozostają zatem dwa dni na przedświąteczne sprawunki. I … (a dobra, już nic nie marudzę) … Dziwne tylko jakieś wrażenie mnie nie opuszcza przeskoku czasowego z początku listopada do teraz. Jakby uciekło gdzieś półtora miesiąca. Cholera, jak tak dalej pójdzie to sierpień za tydzień nastanie.
A z sierpniem pewne plany mamy związane <tajemniczy uśmiech>
3 Comments
czy to oznacza że skunie trzeba szyć?
czy to oznacza że skunie trzeba szyć?
…. :)))):*