Zgrzytliwy dźwięk otwieranej puszki piwa wciśnięty między mięciutkie drgania kanapy z nowych głośników. Kontrasty.
Nie wklejam się zupełnie w układy i układziki mikrośrodowiska pracowniczego przedszkola w którym spędzam średnio dziewięć godzin dziennie. No nie wklejam się. Za stara jestem albo za obca (jeszcze?) albo za mało szczecińska. Nie maluję paznokci w piętnaście nowych hitowych odcieni różu i nie robię sześciu (taktak, sześciu nie siedmiu k… jego mać, mówię ci, ta fryzjerka to jakiś debil, liczyć nie umie) słomiano – blond pasemek w grzywce. Nigdy nie farbowałam włosów. I wcale mi z tym nie jest źle. A i tak na jakiś pokręcony sposób mnie lubią.
Ból gardła taki jak jeszcze chyba nigdy minął tak szybko jak się pojawił. Gratisowa kasa uśmiechnęła popracowe wieczorne popołudnie pyszną pizzą za niespodziewane 9,99zł. Kelner uśmiechnął się do napiwku, ja uśmiecham się do siebie.
Pat Metheny napatefonie.
One Comment
Hejka Maasz spoko blog:)Zapraszam do komentowania i odwiedzaniahttp://blog39.blog.onet.plblog39