Historia banalna. Studia, zabawa, beztroska i marzenia o nieosiągalnym. Mętne poczucie chybionego wyboru specjalizacji. Obawa. ‘Zobaczymy po obronie…’. Dziesiątki praktyk, wolontariat – chcę to poznać z bliska.
Poznałam. Tylko co z tego?
Trzy koszmarne miesiące z literkami przed nazwiskiem i prawdziwy już strach. Dziesiątki kartek A4 i zero reakcji. Lekka desperacja.
Ogłoszenie w Wyborczej i dwa telefony. Jeden od dziwnej pani z Francji (pedagog…. to dobrze… kiedy możesz przyjechać…?), drugi od pana szukającego ‘kogoś z doświadczeniem’ (no to co że pedagog, ale ładna jesteś, nie?). Niesmak i obrzydzenie. Urząd Pracy, ksero, autobus, kolejny sekretariat, kolejne ‘ja wiem… proszę jednak przyjąć, tak na wszelki wypadek…’, kolejne ‘tam jeszcze spróbuj…’. Wiedziałam że to i tylko to. Ale za coś trzeba żyć, prawda? Dałam sobie czas do grudnia. A w październiku…
Miejscem do którego trafiłam zachłystuję się nadal.
Jutro wrócą dzieci.
19 Comments
Czesc Dzisiaj mam urodziny i chciala bym mies 16 kometarzy … napiszesz mi hoc jednego http://falla.blog.onet.pl/
…komentarzy przez ‚rz’, gratulacje.
Stara chyba cos ci sie pomylilo z tym „komentarzem” albo ze mna jest cos nie tak… Buziaczki
U mnie też, już jakiś czas z literkami przed nazwiskiem. Tylko, że szczęście natychmiastowej pracy, bez poszukiwań, strachu. Nawet, prawie, w zgodzie z wykształeceniem. Fuks? Szczęście? Być może. Kiedyś poznałam pewnego australijczyka, wrócił do Polski po 15 latach, wykształcony itp. Konfrontacja z naszą rzeczywistością była dla niego wielkim szokiem. ‚Jak to? Po studiach nie można znaleźć pracy? U nas kiedy człowiek kończy uniwersytet to jest wręcz błagany o to, by zechciał pracować w jakiejś tam firmie’. Teraz już wierzy, że w Polsce tak nie ma. Zastanawia się nad powrotem do Australii. Życzę aby Tobie się udało, serdecznie i z całego serca
No właśnie mi się udało
Nie rozumiem?
To fantastycznie, że tak właśnie
i oby tak dalej 
Jutro-wrócą-dzieci-jutro-wrócą-dzieci-tralalalalaaaaa…. :)Wiesz jak pięknie wyglądają wrzosy w maleńkiej glinianej doniczce, na maleńkim, z jasnego drewna stoliku, przy maleńkim krzesełku?Tralalalalalaaaaa…….. :)))
Mogę sobie to wszystko tylko wyobrażać. Ale dostrzegając Twoją, niesamowitą radość i mnie jest jeszcze bardziej radośnie /jeśli to w ogóle możliwe/ :)))
WSZYSTKO jest możliwe
Serce roście:) uściskaj dzieci i powiedz żeby nie szły na socjologię:)
… ani na opiekuńczo – wychowawczą :DDzięki wielkie. Uściskam na bank
Gratuluję takiego zadowolenia z pracy. Zazdroszczę właściwie bo taki ze mnie zazdrośnik;-)Ja jutro idę do pierwszej klasy…hihihihihi…(jak córcia słodko wygląda w „galowym” stroju). A Twoje dzieciaki pewnie będą miały wiele do powiedzenia po wakacjach. Powodzenia.
Wczoraj, pisząc pierwsze słowa u Ciebie miałam chyba jakieś zaćmienie
Uparłam się, że nadal szukasz a Ty przeciez już znalazłaś. A czytałam posta ze dwa razy zanim napisałam. Ech, czasem wyłazi ze mnie ‚ta prawie blondynka’
Wczoraj nie zdążyłam zareagować. Jak wspominałam zaćmienie jakieś i totalna zamotka :))) Nic to, i tak się zdarza :)Dzieciaki juz wróciły, prawda? Dobrze, ciepło i radośnie.
Niech trwa!
Jak było? Jak było?? :):)
Mnie o zamotach dwa razy mówić nie musisz
Zachęcam do przeczytania notki powyżej
To dobrze :)))