Chop dostał niedawno od teściów sweter. Całkiem fajny, bez udziwnień, z zasuwaczkiem pod szyją, w stylu Chopa. KOLORU BEŻOWEGO. Bardzo nam się obojgu ten sweter podoba, często go zakłada.
Włożył go też dziś. Pogoda nie bardzo, dość chłodno, ale Chop „twardziel”, kurtka rozpięta. Stoimy sobie na przystanku, coś tam gadamy, a ja tak patrzę, patrzę i… widzę, że ten cholerny sweter jest ZIELONY! Ściślej lekko seledynowy, koloru groszku. Pytam się Chopa „co jest do cholery?!”, on mi na to że pewnie tak słońce świeci czy co… Ok, faceci daltoniści a ja sklerotyczka, pewnie zawsze był zielony tylko mnie się coś z tym beżem ubzdurało. Nawet rodziców spytałam na codziennej małej kawie przed pracą, czy to ja zwariowałam czy on był zielony? Mała konsternacja, spojrzenia na siebie, „nie no, chyba zielony był…?”. Ok, był i jest zielony.
Minął cały dzień, pełen wrażeń jak zawsze, już w domu, po obiedzie i „jak minął dzionek?”, przebrani w domowe ciuchy krzątamy się przy swoich sprawach. Wchodzę do łazienki, coś tam układam, coś przekładam i wycieram, składam ciuchy rzucone w pośpiechu na pralkę. Na dnie całodziennej sterty leży sobie sweter. Ten sweter. KOLORU BEŻOWEGO JAK JASNA CHOLERA.
4 Comments
…ponieważ beżowy jest zielony a zielony może być beżowy
tak już jest i tego nie zmienisz 
Podobno w Japonii wynaleźli taką tkaninę, że w zależności od temperatury otoczenia zmienia się jej barwa. Sprawdź metkę
pozdrawiam
Trudno, zmieniać ani analizować składu chemicznego tkaniny czy czego tam jeszcze nie zamierzam:) Jest jak jest i jest pięknie, w beżu czy w zieleni:)
O kurcze… a ja myślałam, że tylko ja tak mam… RAny jak ja sie cieszę!!!!