No tak, jutro o 5.45 obudzi mnie dźwięk budzika w telefonie. Cholerny dźwięk cholernego budzika w cholernym telefonie. „Jak to, to już?!”. Wyłażenie z łóżka przez Chopa do tego guzika, niech już przestanie. Pierwsze straszne 15 minut, czajnik, kubek, łyżeczka kawy, łazienka. No i papieros. Pierwszy i ostatni gdzieś do późnego popołudnia. Właściwie wcale go nie chcesz tak rano, ale wpisał się w schemat, bez niego jednak jakoś „nie tak”.
I tak, „wewnętrzny” przenosi, to jest idealne słowo. Taka zmiana ciśnienia wyczuwalna czasem przez momencik w uszach, zaczyna robić się jakoś cicho i głucho, świat jakby zapada się w sobie, powietrze gęstnieje. Ciemno i wilgotno, mrocznie, tajemniczo i niebezpiecznie. Głos zwalnia, staje się coraz grubszy… Kto wie o czym mówię?