Często jeździ ze mną rano autobusem pewien chłopiec. Ma około 10 – 12 lat, jest malutki jak na swój wiek, za to taszczy na plecach wielki, wypchany plecak. Ogromne oczy, niewinna, zamyślona buźka, wiecie, taka o której chciałoby się powiedzieć „mordka”. Lubi uprawiać dość ekstremalny sport polegający na balansowaniu bez trzymanki na środku autobusu podczas zakrętów. Kiedy ma dobry humor. Bo kiedy ma zły siada sobie z tym ogromnym plecakiem i nuci coś pod nosem. Chyba nauczyłam się już rozpoznawać jego nastroje. Dziś był zły i nucił „Polska tararara, Polska tararara”, raz grubym, raz zabawnym cienkim głosem.
Chciałabym żeby Beniamin był właśnie taki.
2 Comments
Pamiętam, że też lubiłam tak balansować na środku autobusu, zwłaszcza jak był przegubowy… A Beniamin … życzę Ci tego, żeby był co najmniej taki. Pozdrawiam cieplutko.
Będzie. Pozdrawiam.