Moje codzienne jazdy autobusem, te moje ukochane schematy. Myślę o tym, bo dziś doświadczyłam „odstępstwa od schematu” i chyba nie doświadczyłam go sama. Wsiadanie zawsze o tej samej porze do „110″ lub „0″, w towarzystwie zawsze tych samych osób, najczęściej z tym samym kierowcą. Sympatyczna Starsza Pani, Zmierzła Starsza Pani, „Wariatka”, Zamyślony Pan, „Beniamin”. No i Chłopak. Nikt nikogo nie zauważa ale pewnie znają mnie „z widzenia”, jak ja ich znam. Nikt nikogo nie pozdrawia, nie uśmiecha się, nie mówi „dzień dobry”.
Dziś, całkowicie przypadkowo, o zupełnie innej porze i w dzień „niepracujący” spotkaliśmy się na przystanku z Chłopakiem. I oboje równocześnie się do siebie uśmiechnęliśmy. Pierwszy i ostatni raz, we wtorek nie będziemy się widzieć jak zawsze, wiem to na pewno. Święta? Czy przełamany schemat?
A ciasto wyjadane widelcem z plastikowego pojemnika po margarynie smakuje dokładnie tak samo jak to, podane na świąteczniej zastawie, ze świąteczną łyżeczką. Tylko uśmiech większy.
2 Comments
Tak ci sami ludzie, każdego dnia, przyznam się że ja również lubiłem do niedawna jazde autobusami, ale już nielubie, powody? Nielubie gdy ludzie gapią się na ciebie każdego dnia ich oczy krążą, świdrują, mże to jakaś fobia? możliwe
Nielubie też kierowcy który zawsze krzywo patrzy jak staje koło drzwi, a on biedaczek myśli że bede wysiadał i zatrzymuje się na każdym przystanku, niemoże zapamiętać gdzie ten jeden pajac wysiada? Dlatego też śmigam codziennie na uczelnie rowerkiem, 15 minut szybkim tempem i jestem, zawsze to szybciej i zdrowiej, i jakoś tak ogólnie lepiej wkońcu można krajobrazy podziwiać, pooddychac troche spalinami ;P Pozdrawiam, myślałem że niedoczekam się dzisiaj żadnego wpisu, patrze i jest
Siuuuuuper
Uśmiech naprawde wieeeeeeeeeelki 
Wiesz, o tym samym myślę, rowerkiem do pracy… Tylko „szlak” muszę wytyczyć, żeby centrum miasta ominąć. I u mnie troszkę dłużej to potrwa, pewnie ponad godzinkę. Czegóż się dla zdrowia nie robi:)Uśmiecham się również:)