Zmienię zdanie na temat niedzieli. Lubię ten dzień. Naprawdę. Sto pięćdziesiąt ludzi na pikniku w waldorfskim ogrodzie z okazji Dnia Mamy (i Taty), koce, jedzonko, róże, Pan Wodzirej, dzieciaki, ich rodzice z uśmiechem i w dżinsach zamiast garniturów, garsonek i poważnych min, „Stonoga” z maluchami, grill, „Hej, hej, hej sokoły…”
Powracam do żywych. Wreszcie. Wreszcie słońce grzeje tak jak powinno. Wreszcie coś wiem. Jest mi dobrze. Tupię nogą. Shuffle off do diabła!
7 Comments
dostalas kolorkow, az po tekscie widac. przebił na wylot. przefarbował. zalal sie farba. czasem dobrze pokolorowac zywymi farbami „szare dni”.
Obawiałam się, że to będzie trudniejsze niż było w rzeczywistości. Obawiałam się, że sama tym razem nie dam rady. A jednak. Zrobiłam to. Wymazałam szary i pokolorowałam, masz rację. I wiesz co? Boże, jak mi dobrze. Znowu. Bardzo bardzo. A reszta… to tylko come what may:)
ciesze sie.
aha, teraz kumam
no to 
Dziękuję, piękne
czy cos sie dzieje?
Widzisz, tak to już ten świat poukładany jest, że zawsze „coś” się dzieje. Hm, to chyba dobrze? Pozdrawiam.