- w Kauflandzie widziałam ładne ręczniki, kupić?
- zapas ręczników, ścierek i ściereczek mamy, jakieś talerze by się przydały, popatrzysz?
- talerze mam…
Hm. Jakby to, żeby bez zbytniej egzaltacji i metaforyki było?
Zostały mi jeszcze cztery dni z dziećmi. Mój pokój powoli tonie w pakunkach i pudełkach. Zastanawiam się jak najlepiej spakować lampę? (zabawne, to własnie moja lampa ostatnio najbardziej zaprząta mi myśli; za co tak właściwie tak bardzo bardzo ją kocham?; w sumie mogłabym pokusić się tu o kilka wyjaśnień, ale to wymagałoby już rozwiniętej metaforyki, a tego – jak pisałam – jakoś chciałabym uniknąć).
W urodzinowym prezencie od Słoneczka zadźwięczały mi w telefonie klucze do NASZEGO domu. Mamy jedną szafę, lodówkę, kanapę, pralkę, komputer, talerze, filiżanki i kubeczki, patelnię i kilka innych sprawunków. Mamy siebie.
W poniedziałek widzę się z Madzią, we wtorek jadę oddać książki do Ślaskiej, w środę zlikwidować konto, w czwartek żegnam się z waldorfskim. W piątek przyjeżdża Słoneczko z Bieriozą (ukłon), w sobotę wyjeżdżamy.
Do DOMU w Szczecinie.
(dosłownie kilkanaście minut temu oglądałyśmy z Belumbową zdjęcia tegoż – Słonko ma rację – czuć tam Nas).
Co jeszcze?
Aha. Uważajcie na swoje blogi. Czasem serio serio zmieniają życie
3 Comments
Serio serio? Ja tam miałam swoją chwilę nieuwagi. I nie żałuję
Taaa, mój zmienił moje życie w koszmar….Ale już go nie ma.