Przedziwny splot zdarzeń dobrych i złych (choć w sumie nawet nie złych, po prostu… dziwnych?). Zapalenie stawu barkowego i telefon z malutkiego prywatnego przedszkola. Akcja poszukiwania zastępnika waldorfskiego zakończona pełnym sukcesem, 29 sierpnia o 9 rano zaczynam pracę. Pogratulujecie mi? A kciuczki potrzymacie?

Śląskie lusterko w osobie Pat z Grzesiem z (pierwszą) wizytą uświadomiło mi, że naprawdę już tu jestem. Praca umacnia tylko w przeczuciu, że przeprowadzka ukończona. I zupełnie nie wiem dlaczego w głowie obraz jadących w deszczu, mokrych samochodowych świateł na Jagiellońskiej. Czyżbym już na jesień czekała? Czyżby kolejny raz potwierdzała się jesienna natura mojej osobowości? Czy osobowość można odnosić do pory roku? Hm…

Słońce zmienia kąt padania tak, że nie zachodzi już za blok naprzeciw naszego kuchennego okna. Teraz zachodzi dokładnie nad stadionem Pogonii, a nawet lekko na lewo. Kryształowa kulka na srebrnej nici nie rzuca już refleksów na kafelki obok zlewozmywaka. Teraz świeci sama w sobie.

As pisze w smsie że już tylko dziecka nam do pełni szczęścia brakuje. Powiem wam, że po wydarzeniach ostatniego półtora miesiąca jeszcze z tym poczekajmy.

Zaległości w listach do tych nieonlajnowych piętrzą się coraz większym stosem na barze. Nie umiem się zebrać, no nie umiem. Rodzice, Wędrowiec, belumbowa, babcia, Madzia… heh.

Suszarki nie ma nadal. Bojówek też nie, bo albo ja jakaś niewymiarowa jestem albo numeracja zmieniła się w ostatnim czasie na tyle, że S to już nie S wcale tylko jakiś namiot cholera jasna. Kto wie gdzie w Szczecinie kupić fajne spodnie?

Różowe futerka na ulicach zdecydowanie podkręcają tempo powłóczystych falowań bioderkami pod Elite. Doszliśmy ze Słonkiem do zgodnego wniosku, że wynika to zapewne ze zbliżającego się końca wakacji. Duńczycy wyjadą i znowu przez cały rok trzeba będzie jeść kanapki z mielonką, łapmy zatem co jeszcze zostało. Czy jakoś tak to było…

Cholera, co ja wypisuję?

Podlewamy kwiatki i pilnujemy remontu elewacji zewnętrznej (ale fajnie to brzmi) w mieszkaniu Teściów. Już nie dziwią się chyba że się nie kłócimy. Teraz już po prostu się cieszą. Słonko kupuje mi Multiwitaminę Tymbarku bo mam jazdy po tabletach na bark i głaszcze mnie w nocy po policzku. Wytępiliśmy rybiki w łazience AirWickiem o zapachu owoców cytrusowych a zwykły olej dobrze robi na skrzypiące drzwi.

 

Żyjesię.

6 Comments

  • ~Sel
    Posted 20 sierpnia 2005 at 12:24 | Permalink

    się usmiecha :)

  • mloda
    Posted 20 sierpnia 2005 at 12:27 | Permalink

    :) też

  • ~wędrowiec
    Posted 20 sierpnia 2005 at 22:29 | Permalink

    dat’s gut, mawiają anglicy i koleżanka blogOla .. a ja po prostu czekam .. na cokolwiek, skądkolwiek, kiedyś … no i uśmiecham się do Was, tak po swojemu, z lekką nutką zazdrości i dużą dozą radości :-)

  • ~belumbowa
    Posted 21 sierpnia 2005 at 10:22 | Permalink

    .

  • mloda
    Posted 27 sierpnia 2005 at 10:28 | Permalink

    To ja też się uśmiechnę… :) Tak po prostu, do Ciebie ;) :*

  • mloda
    Posted 27 sierpnia 2005 at 10:29 | Permalink

    . :) :*

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *


osiem × 2 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>