Zupełnie dziwnie i anormalnie dla mnie nie mam ochoty napisać o tym _najważniejszym ostatnio. I to nie tylko tutaj nie mam ochoty. Dziwne dziwne… ale fajne.
Wczorajszy piątek, zaczęty może nieco późno (no spaliśmy do 23, no co…) zakończył się (wbrew początkowym oczekiwaniom) całkiem fajnie fajnie.
Przystojni barmani, różowe futerka, alternatywa w mieście (alternatywa jak najbardziej wygrała).
Robiliśmy punktację odwiedzonych, pozastanawialiśmy się po czwartej czy by nie zjeść jednak tureckiego jedzonka (mamy pod blokiem haha), kupiliśmy dwie puszeczki Tyskiego (bo Tatra wyszła), dotarło do nas z lekkim zmierzlonkiem że jasno już o 5 jest i spać poszliśmy.
Wyszliśmy przyszliśmy.
(złośliwie włącza mi się teraz w głowie napis: z dedykacją dla Janusza).
4 Comments
:))) Starry night…tak, jasno robi sie gdzies o 5 nad ranem, co dzis dostrzegłam
Wyobraź sobie, że byłem w piątek w Twoich rodzinnych Katowicach…i tak mi się miło pomyślało. Pozdrawiam.
my w cieszynie weekend podgladalismy. szczecin w planach. caluje.
Mnie się miło pomyślało, jak komencika Twojego zobaczyłam
Pozdrawiam cieplutko Lenin.