Potrafią pytać o wszystko. O konsystencję kupki i jakich słów użył odmawiając podwieczorku. Dokładnie jakich słów. O to ile seteczek (!) kompociku wypił i który klocek – zielony czy czerwony – ustawił jako pierwszy w budowanej wieży. O to z której strony wiało podczas spaceru i czy – w związku z tym – w prawidłową uliczkę skręciliśmy, żeby w to uszko co go bolało niedawno nie wiało. Każą zapisywać sobie na kartce liczbę zjedzonych ziemniaczków z zupki, postępy czynione w angielskim i termin konsultacji w czerwcu by już teraz wolne popołudnie rezerwować. O to czy da się coś zrobić by przedszkole trochę dłużej otwarte było, nie tylko od siódmej do siedemnastej. Czy te dzieci zawsze tak głośno się śmieją. Czy te rajtuzki muszą tak zwijać się na kostkach. Czy świecący miecz mogą przynieść jutro. Czy tu zawsze tak słońce świeci. Dlaczego ma żółtą kołderkę a nie niebieską. Dlaczego dopiero po półgodzinie nieśmiało dzwonię poinformować, że nikt do tej pory dziecka nie odebrał. Dlaczego posadziliśmy fasolkę a nie marchewkę. Dlaczego taka plastelina a nie inna. I czy dzieci nie można odbierać mailem?
Dlatego czasem jestem bardzo bardzo zmęczona.
7 Comments
:)Az sie boje, ze kiedys i ja bede takie glupie pytania zadawac…Czesc ludzi kompletnie glupieje przy dziecku… Boze, prosze Cie, pomoz nam zachowac dystans
Widzisz, ja bardzo dawno temu byłem w przedszkolu i…trochę zapomniałem, co tam napisane w statucie było. No ale widocznie istnieja takie osoby, które chcą mi przypomnieć, nie zważając na oczekiwania czytelników. Tak, masz racje, od dziecka, od samego przedszkola jestem żartownisiem.
Alez mnie tu daaawno nie było.Jak tu ładnie….jakie śliczne zdjęcie;-)Nie dziw się zmęczeniem….to bardzo ciężka praca.
Zapytaj ‚władzy zwierzchniej’ zatem czy zadała choć jedno z wymienionych pytań. I pomiń ostatnie, bo wtedy jeszcze Internetu nie było. I oby Ci tak zostało.
Widzisz, ja nawet sama ich zachęcam żeby pytali, bo zawsze lepsze to niż gmeranie po kątach i ploty do entej potęgi wysnuwane. Tylko spamiętać to wszystko to masakra… :)A co do rozsądku to chyba nie ma na niego przepisu, każdy ma fioła na punkcie swojego dziecka i pozostaje nam się z tym pogodzić
Nie dziwię się, tak tylko… narzekam sobie czasem…
Tez bym byla zmeczona…