Szczują nas kredytami w prasie, na necie i w telewizji. W jednym banku to nawet sam wielkość rat możesz sobie ustalać… tia. To ja poproszę takie dwie stóweczki jakieś, coby na waciki jeszcze było. Ten z wężami do kitu, ten dwukolorowy do kitu, cholera jasna fakszit. A czas goni.
Jakby tego mało było, drugi ranek z kolei mam… khym, ten tego, mdłości poranne. Gdyby bylo inaczej niż jest, ten tego, miałabym poważne obawy co do tychże. Gdybym nie była pewna tego czego jestem, byłabym teraz w aptece. Przepraszam że tak mało romantycznie może, ale w ciąży to ja (raczej) nie jestem. I to mnie martwi, bo co to w takim razie jest?
Dziewiąty szybkiego maja. Do zachodu słońca daleko.
13 Comments
hm….to może to grypa żołądkowo-jelitowa??;-))ale tak poważnie piszę…bo u nas np. epidemia;-))a kredyt najlepiej brać w walucie szwajcarskiej
jelitówka to raczej nie, to wiem, bo przedszkole wolne od jelitówek narazie :)co do waluty… no powiem Ci, że jak nam pan dzisiaj policzył raty w szwajcarskiej właśnie, a potem w rodzimej to chyba masz rację…
W walucie szwajcarskiej … warto się jednak dłużej nad tym zastanowić, banki kuszą nieco niższym oprocentowaniem, ale przy kredytach długoterminowych (a mieszkaniowe z reguły takie są) trzeba wziąć pod uwagę wahania kursu, które pojawią się na pewno (pytanie tylko, jakie ?) Większość banków oferuje wprawdzie możliwość przeliczenia na złotówki, czy Euro w niedalekiej przyszłości, ale kredytobiorca zawsze przelicza zadłużenie w momencie, kiedy kurs znacznie wzrasta, co wówczas już niespecjalnie się opłaca (albo wcale) :o).Pozdrawiam.
wiem, że mam rację bo sama w takiej brałam;-))) ból tylko w chwili tzw. „przewalutowania” jest….często bywa że człowiek w plecy bo akurat niski kurs;-)))
nie do wiary wprost. Moje samopoczucie wczoraj rano i dziś, dokładnie takie samo (mdłości). W ciązy raczej tez nie jestem a chyba wiem skąd u mnie to. Jakieś obrzydlistwo mnie bierze. Coś gorączka jakaś, ech….
to wiemy i dlatego bronimy się przed walutowym rękami i nogami; najprawdopodobniej skończy się na ‚macierzystym’ banku – jeśli wyrobimy się z papierami, w piątek decydująca wizyta :)btw: coś te kredyty są ostatnio u mnie jedyną sprawą, która zmusza Cię do pisania
no i tego właśnie chcielibyśmy uniknąć :/
epidemia? taka_ania ma to samo chyba… cholera, oby to nie było coś onlajn przenoszone
… nic ani nikt mnie do pisania nie zmusza
…
A ja tam wiem czemu ci jest niedobrze – jakbym sie musiala zajmowac kredytami, niezaleznie czy ze zmiennym oprocentowaniem czy nie, tez by mi bylo :))
wiem, wiem, czytałam u takiej_ani, tylko, że ją to długo dość trzyma. Moze faktycznie to nowa odmiana ptasiej, onlajn przenoszonej? ;D