Przymierzyłam pierwszą ślubną sukienkę. Pierwszą i ostatnią zapewne, bo jest dokładnie taka jaka być powinna i istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo że to ją właśnie zakupię. W okolicy były także buty (ścięty czub, niech już będzie…) i żakiecik do USC. Nie padnijcie trupem, ale zaczynam zastanawiać się nad bielizną i bukietem. Za włosy narazie się nie biorę, to już i tak za dużo dla mnie jak na jeden dzień. Taki dzień szczególnie, bo dopadł nas z rana lekki smuteczek terminowo – płatniczy. Czy damy radę wyrobić się z mieszkaniem? Czy wystarczy pieniędzy?
Powodowani tym i innymi względami, zakończyliśmy wyprawę wizytą w Totku i puściliśmy numerki. Co dziwne, kilka z nich powtarza się na skreślonych Słonka i chybiłtrafił moich. Albo to znak i wpadnie nam te dwieście tysięcy na mieszkanie, albo sympatycznie uśmiechająca się do nas pani za maszyną zrobiła to umyślnie.
Kawa na wiszącą w powietrzu burzę meteorologiczno – sportową, chmurzy się nad Pogonią z Lechem. Kiss the rain napatefonie.
2 Comments
3mam kciuki za powodzenie w losowaniu