Dobre cztery dni

Ku końcowi ma się długi weekend, jeszcze parę godzin i w płacz można uderzyć, że do pracy znowu trzeba. Tak żartobliwie mogłabym określić ostatnie wolne dni, bo były pełne wypoczynku – aktywnego i niekoniecznie – dokładnie tak, jak oboje potrzebowaliśmy.

Wręczyliśmy wszystkie szczecińskie zaproszenia ślubne, pozostało jeszcze tylko kilka pracowych – formalnych, na które przeznaczamy nadchodzący tydzień. Wybraliśmy obrączki, mieliśmy je na palcach, w poniedziałek przymiarka. Zapłaciliśmy hotel dla przyjezdnych i ustaliliśmy formułę przedślubnego wspólnego śniadania dla czternastu osób na naszych dwudziestu pięciu metrach kwadratowych – będzie wesoło i spartańsko (musimy dokupić tylko jakieś dziesięć kubków, żeby mieć w czym kawę im zrobić :) ) Chyba wybraliśmy bardzo bardzo fajne studio fotograficzne do reportażu z uroczystości – czekamy na decyzję, czy z terminami dadzą radę zgrać się z nami. Struliśmy się spaghetti, co nie przeszkadza nam znacząco podnosić średnią, hm, że tak powiem, wspólnoty cielesnej. Skazani na Shawshank obejrzeliśmy. Głębokie zwiedziliśmy. Ogromną burzę przeżyliśmy, taką z piorunami i grzmotami jakich nie widziałam na Śląsku nigdy.
I pewnie jeszcze kilka zjawisk atmosferycznych i nie tylko, których nie sposób tu opisać.

To były naprawdę dobre cztery dni i myślę, że zakończenie ich kalafiorkiem, młodymi ziemniaczkami z koperkiem, jajkiem sadzonym i maślanką będzie odpowiednim uwieńczeniem długiego weekendu pewnej pary narzeczeńskiej ze Szczecina :)  

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *


sześć − 6 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>