Został tydzień i wszystko jest jak najbardziej… normalnie. Spokojny, zwykły odpoczynkowy piątek. Im bliżej piątego, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że naprawdę nie przypłacimy tego rozstrojem nerwowym. Może to dziwne się wydaje… a może wcale nie, nie wiem. Kilka drobiazgów do kupienia zostało, kilka spraw do załatwienia, wielka radość że spotkam się z ludźmi, z którymi bardzo bardzo już chcę się spotkać. Pewność gdzieś w środku tak głęboko, że nawet trudno ją zwerbalizować. Kocham, dlatego wychodzę za mąż. To przecież oczywiste
4 Comments
a mogę Was rozśmieszać?
O rany. mloda, ty sie hamuj, bo mi az lezki w oczach stanely a korzystam z komputera w miejscu publicznym i juz ten pan z naprzeciwka dziwnie na mnie zerka… Cos ja sie ostatnio w ogole latwo wzruszam…
jeżeli to łezki wzruszenia to ja wszystkie zbieram i chowam, jak perełki, na każdy rok przed nami jedna; więc… dzięki
:*
zapisuję do notatniczka: nie patrzeć na biancę w USC, nie patrzeć na biancę w USC…