Przez przestrzeń tych dwóch lat, kilku tęczy i kilku miast. Przez przestrzeń wzlotów i upadków na bruk, bo przecież były. Bez roztrzaskanej głowy ale jednak były. Przez przestrzeń marzeń, śmiechów w noc i łez wczesnoporannych. Przez przestrzeń naszych domów, tych kilku, bo kilka już się uzbierało. Kilometrów rozmów i całych ton milczeń wspólnych. Łez szarpiących i uśmiechów na kroplach deszczu, pierwszego wspólnego kurwa mać.
Całkiem jak kocham cię.
Przez przestrzeń niewypowiedzianego.
Czasem nic nie graweruje się na sercu bardziej, niż kilka małych drżeń, kiedyś tam, w pamiętnikach.
3 Comments
… dziękuję… :*
obserwuję
bosko