Po drugiej stronie naszej ulicy otwarli mały kiermaszyk z prawdziwymi choinkami. Kiedy stoję z kubkiem przy oknie widzę rodzinę z dziesięcioletnim chłopcem wybierających drzewko na te święta. Widok jak pstryczek włącza mi oczekiwanie. A już się martwiłam, że nic z tego.
Pierwsze święta nie na Śląsku i jednak nie w nowym domu. Nie martwię się tym, jakoś nie potrafię, będę z mężem i tylko to jest ważne. Jak kilka prostych słów po powrocie z pracy -tęskniłem za tobą…
Red Chot Chili Peppers ze swoim Snow do pierwszej sobotniej kawy z papierosem. Trzeba podgonić z myciem nie naszych okien żeby zrobić nasze święta. Na wynajmowanym, z drzewkiem w wiadrze zajmującym trzy czwarte pokoju, pomarańczami w goździkach i ręcznie wyklejanymi kartkami dla rodziców. Takie nasze małe swięta
7 Comments
małe szczęścia. aż miło spojrzeć na Twoje słowa.
dziś pierwszy raz czytałem twój blog. Gdy wytrzymuje 5 minut to jest dobry blog. Czytałem dłużej.
W czytaniu Twoich slow odnajduje wiele z przemyslen mojej Zony. Porwalem ja ze Slaska az poza Polske. Te swieta beda dla niej pierwsze jako mezatki i drugie poza Slaskiem. Calosc pyrzgotuje w/g slakiej tradycji. Musialem niezle sie najezdzic, zeby kupic tutaj maszynke do mielenia maku, beda makowki ;)Pozdrawiam, na swoim blogu pozwolilem sobie wpisac Ciebie jak „Slazaczke w Szczecienie”
ja rzadko wytrzymuję 5 minut
to miłe, dzięki;
mnie w tym roku czekają pierwsze szczecińskie święta – postanowiłam ‚dać wolne’ mojej śląskiej tradycji na ten rok, trochę z ciekawości, trochę przez warunki (dwa palniki kuchenki elektrycznej ;)), trochę z przekory i trochę dla dystansu; czasem tak trzeba;
Dystans jest do wszystkiego potrzebny. No moze poza uczuciami, tutaj sie trzeba zatracac
Kiedys bym opatrzenie odebral taki wywiad. Dzis, kiedy znam racje drugiej strony patrze na to zupelnie inaczej. Nie wiem czy czytalas:http://www.gazetawyborcza.pl/1,76498,3796547.html?as=1&ias=2&startsz=xA rodzina mojej Zony tylko chwile ubolewala, ze dzieci beda krojcokami, w koncu na szczescie nie jestem z Sosnowca ;)pozdrowienia
no nie no, z Sosnowca to by nie było rozmowy
a z tą autonomią sama nie wiem, dużo w Ślązakach jest ciągle poczucia wyrządzonej krzywdy, dużo zaszłości peerelowskich, chyba sami się pogubili(śmy) szczerze mówiąc, nie potrafią się odnaleźć w układach politycznych… to jest kwestia, która stanowi sedno wielu naszych nocnych posiadówek z mężem :)pozdrawiam 