Kokieteria not

Kwaśne miny przez telefon na wieść o przedłużonym L4. Walczę ze swoim poczuciem obowiązku, albo raczej moje ciało walczy. Takie czasy, że choroba odbierana jest przez współpracowników jak krwawy zamach skutkujący drastycznym zwiększeniem ich obowiązków, zwolnienie chorobowe jak złośliwość a chęć dojścia do siebie w stu procentach jak wygodnictwo i olewactwo. Cóż, skoro tak…

Chcę wyzdrowieć do końca pomimo niemiłej atmosfery jaka powita mnie po powrocie, bo wiem że potrzebne mi będą siły, dużo sił do spraw zaklejonych w białej kopercie A4, która pójdzie dziś jeszcze z całodobowej poczty na Grunwaldzkim.

Mąż śmieje się, że właśnie zaczynam swoją życiową przygodę z polskim sądownictwem, ja wolę myśleć, że to tylko jednorazowy epizod.

Wszystko to skutkuje zdecydowanie nabrzmiałą aktywnością w sferze sztuki graficznej – zapoznaję się z Paint Shop’em, powstało i powstaje nadal kilka prac. Może nawet kiedyś je pokażę… narazie potrzebują czasu i dystansu. I to nie jest kokieteria. 

2 Comments

  • ~Alicja
    Posted 3 lutego 2007 at 18:35 | Permalink

    Ty zaczynasz przygode z polskim sadownictwem, ja z tutejszymi firmami ubezpieczeniowymi. Tylko ja sie nie znam na programach graficznych, wiec raczej nic pieknego z tego nie wyniknie ;-)

  • ~0242
    Posted 3 lutego 2007 at 19:51 | Permalink

    powoli, czy to będzie coś pięknego to się jeszcze okaże; no i będzie niezła padaka, jeśli okaże się, że potrafię cokolwiek stworzyć tylko kiedy mam pozwy i wyroki na rzeczy :D

Post a Comment

Your email is kept private. Required fields are marked *


sześć − 3 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>