Kolory robią się wyraźniejsze. Głupoty, jak zupełnie spontaniczne odebranie Słonka z pracy pomimo zmęczenia, z finiszem na grubej pizzy, którą pamiętam jeszcze z pierwszej wizyty w Szczecinie. Głupoty, jak słońce na plecach. Jak terminy końca pewnych zobowiązań. Tuż tuż.
Za oknem dodatnia i może już nawet nie gryzie ta przewaga form krótkich w pisaniu. Życie w literkach, a jednak poza nimi. Dobre życie.
Na plus.
2 Comments
Slonce? Zazdroszcze… :/
na plus, na plus :)))